Reggae to nie tylko muzyka, to bicie serca ludzi. (…) A ludzie na całym świecie czują się podobnie- powiedział Joseph Blue Grant, jednoznacznie wskazując na dawno znany nam fakt: muzyka łączy ludzi. Czy jednak zawsze tak jest? Czy to, że przyswoiliśmy jamajską muzykę oznacza też, że tak naprawdę ją rozumiemy? Na te pytanie nasza ekipa próbowała znaleźć odpowiedź na Ostróda Reggae Festival 2009.
Maria Dembowska (Honorowy Konsul Jamajki) mówi, że istnieje podobieństwo między polakami a Jamajczykami, tylko trudno powiedzieć, na czym właściwie ono polega. Może to nie w ludziach, a w muzyce jest wspólny element? Oni muzykę mają w sobie, można powiedzieć, bo już małe dzieci, jak słyszą muzykę, to po prostu tańczą.
Reggae narodził się na Jamajce, jako muzyka buntu, która abstrakcyjnie, acz logicznie nawołuje do miłości i jedności. Jej przesłanie nie zamyka się jednak tylko w nutach – jest to też ruch Rasta, który błędnie w Polsce odczytuje się jako religię. Jamajscy goście reggae festiwalu mówią przede wszystkim o filozofii - to styl życia i sposób patrzenia na świat. Na wyspie jest bardzo mocno zakorzeniony, umacnia ludzi i pozwala przetrwać we współczesnym świecie.
Mówi się, że muzyka reggae powstała jako wyraz sprzeciwu dla kwestii kultury i stylu życia „białych”, przeciw białemu/czarnemu ciemiężcy. Każdy, kto czuł się uciskany, może jednoczyć się z ruchem Rasta. Czy jednak nie jest pewnym zakłamaniem, że to właśnie tę muzykę wykonują ludzie, którzy w historycznych założeniach reggae byli celem jej sprzeciwu, babilonem Jamajczyków? Jak daleko posunęło się burzenie murów i likwidacja różnic? Różnice w muzyce tkwią w kulturze, a więc czy polskie Reggae to ta sama muzyka, którą pokochał świat za sprawą legendy, Boba Marleya? Czy może my, Polacy, europejczycy, nie potrafimy zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi? Na te pytania każdy z nas powinien odpowiedzieć sobie sam, najlepiej po obejrzeniu „Poza granicami Babilonu”.